Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Kardiolodzy wszczepili pacjentowi z jednokomorowym sercem, bezelektrodowy mikrostymulator serca. To pierwsza w Polsce i trzecia na świecie implantacja takiego urządzenia u chorego z taką wadą.
Koncepcja zastosowania stymulatora bezelktrodowego nie jest niczym nowym. W Polsce, lekarze wykorzystują tę technologię od od 2016 r.
- Klasyczne, przezżylne stymulatory składające się z generatora i połączonych z nim elektrod wprowadzanych wewnątrz serca poprzez żyłę były do niedawna jedyną opcją. W grupie chorych, do których należy nasz pacjent - ze skorygowanym przełożeniem wielkich pni tętniczych i sercem jednokomorowym - zastosowanie bezelektrodowego układu stymulującego było optymalnym rozwiązaniem – mówidr hab. Mateusz Tajstra z III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w ŚCCS w Zabrzu.
Reklama
Podstawowa różnica pomiędzy stymulatorem klasycznym, a stymulatorem bezelektrodowym polega na tym, że bezelektrodowy nie posiada elektrod, żadnych przewodów, kabli, które przechodzą przez układ żylny łączyłyby stymulator z sercem.
Rozrusznik bezelektrodowy ma za zadanie stymulować serce, wszczepiany jest pacjentom z powodu bradykardii – czyli w sytuacji kiedy serce bije za wolno. To niewielkie urządzenie, długości ok. 2,5 cm, o wadze 1,75 g. Jest dziesięć razy mniejsze od tradycyjnego stymulatora, wyposażony w specjalne haczyki, za pomocą których wszczepiamy go w ścianę prawej komory serca.
Standardowy układ stymulujący serce, znany w medycynie od ponad 50 lat, jest bezpieczny i na całym świecie wciąż pozostaje podstawowym sposobem leczenia pacjentów ze zbyt wolną akcją serca.
I choć lekarze zauważają, że urządzenia bezelektrodowe to przyszłość, to na ten moment, urządzenie bezelektrodowe jest około dziesięciokrotnie droższe od tradycyjnego. Dlatego to urządzenie oferowane jest tylko pacjentom szczególnego rodzaju. To ograniczona grupa, których ryzyko powikłań infekcyjnych w przebiegu choroby jest zwiększone, lub już po implantacji standardowego stymulatora zmierzyli się z infekcją. To także pacjenci, którzy mają wszczepione porty naczyniowe. To miejsca na żyle podobojczykowej, gdzie regularnie powtarzane jest podawanie leków. U tych pacjentów właściwie nie ma możliwości wszczepienia stymulatora przez żyłę, gdzie jest port naczyniowy.

Jednym z pacjentów żyjących z bezelektrodowym stymulatorem jest 42-latek, który trafił do zabrzańskiego szpitala z objawowym całkowitym blokiem serca, czyli poważnymi zaburzeniami przewodzenia impulsów elektrycznych w tym narządzie.
Prawa i lewa komora u tego pacjenta są połączone i w praktyce działają jako jedna komora, która pompuje krew do aorty. Tego typu schorzenie stanowi niewiele ponad pół procenta wszystkich wad serca. Pacjent już przebył operację kardiochirurgiczną, a każda następna stanowi coraz większe zagrożenie. Problem w takim sercu przy założeniu stymulatora klasycznego wiązałoby się z większym ryzykiem wystąpienia powikłań.
Przy zastosowaniu klasycznego urządzenia, który wyposażony jest dodatkowo w elektrody wprowadzane do serca, może dojść do odelektrodowego zapalenie wsierdzia. We krwi, na przykład w czasie infekcji, mogą pojawić się drobnoustroje chorobotwórcze. Przy obniżonej odporności, złogi bakterii chętnie wybierają ciała obce. Co oznacza, że na wprowadzonych do sercach kabelkach mogą osadzać się zlepy bakteryjne.
Jak zaznaczają lekarze, w normalnym przypadku, nawet jeśli dojdzie do takiej infekcji, to nie stanowi ono dużego zagrożenia dla stanu pacjenta i lekarze oraz nasz organizm są w stanie zaradzić w tej sytuacji. W przypadku tego pacjenta, istniało ryzyko, że zlepy bakteryjne dotarłyby do mózgu co stanowiłoby ryzyko udaru mózgu i zagrożenie dla życia pacjenta.
W normalnie zbudowanym sercu taki zlepek bakterii trafia do płuc, gdzie zostaje przez organizm „zneutralizowany". W sercu jednokomorowym może popłynąć z prądem krwi się do aorty, a stamtąd wprost do mózgu, stwarzając ryzyko udaru - mówi prof. Oskar Kowalski.
Dlatego lekarze zdecydowali się na wszczepienie mu bezelektrodowego stymulatora serca Micra (Medtronic). To trzeci taki zabieg na świecie i pierwszy wykonany w Polsce.
W tej procedurze wiadomo, że prawidłowo umieszczony stymulator może działać długo. Spodziewany czas działania to ponad 12 lat. Poprawnie wszczepione urządzenie z biegiem czasu pokryte zostaje tkanką serca i de facto wrasta w jego ścianę. To niweluje ryzyko powikłań infekcyjnych.
Zwykłe stymulatory implantowane są od strony piersi pacjenta. Wszczepienie w prawidłowym układzie sercowo-naczyniowym nie jest dla kardiochirurgów niczym trudnym.
Podczas zabiegu wystąpiły komplikacje. Choć samo urządzenie jest wielkości pigułki, to w przypadku tego pacjenta, cewnik wprowadzający stymulator, który winien się wygiąć i przylegać do ściany serca, w sercu jednokomorowym tego pacjenta, okazał się za mały i zbyt mało elastyczny. - Jest jedno urządzenie i jeden cewnik do wprowadzenia tego urządzenia, nie da się go zastąpić innym - mówi prof. Oskar Kowalski.
W zabiegu wzięli udział kardiolodzy dr hab. Mateusz Tajstra, dr Anna Kurek, prof. Oskar Kowalski, anestezjolog dr Jacek Piątkowski oraz fantastyczny zespół techników i pielęgniarek w składzie: Przemysław Duda, Lucyna Matkowska, Katarzyna Szczęśniak. Mikrostymulator, który wszczepili, kosztuje ok. 30 tys. zł.
Pacjent po zabiegu czuje się dobrze, został już wypisany ze szpitala do domu.
Jak relacjonują lekarze, zabiegi tego typu, rozliczane są indywidualnie, co wymaga zmiany.
Jeżeli mamy uzasadnienie, tak jak w przypadku tego pacjenta to w znacznej części przypadków udaje się uzyskać rozliczenie indywidualne. Nie jest to wyjście dobre i korzystne finansowo - mówi prof. Oskar Kowalski.
ReklamaSami staramy się dążyć do tego, aby zaproponować pacjentom zabieg z wykorzystaniem nowoczesnej technologii, tylko w wypadkach, kiedy go naprawdę potrzebują - dodaje prof. Kowalski.
Jak wskazuje w rozmowie z PolitykąZdrowotną, wyjściem byłoby, ograniczenie i określenie populacji chorych, którym oferowano by finansowanie takich świadczeń, bez ryzyka ponoszenia kosztów przez szpital w przypadku odmowy Funduszu.
To kilka grup pacjentów, u których by można refundować wszczepienie bezelektrodowego stymulatora. Kardiolodzy nie chcą, by drogie stymulatory były wszczepiane masowo. Za to, chcą, by nie było żadnych wątpliwości o typie refundacyjnym w grupie chorych najbardziej potrzebujących stymulator bezelektrodowy i rozliczyć go z Narodowym Funduszem Zdrowia - mówi prof. Oskar Kowalski.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze