- Dobry lekarz wykształci się w praktyce i oceni go jego kierownik - powiedział Wojciech Andrusiewicz podczas Forum Rynku Zdrowia. Prof. Gellert mówił zaś, że "lekarze rodzinni nie muszą iść do szpitala, żeby nauczyć się tam, jak się przyjmuje ambulatoryjnie". Te wypowiedzi wzbudziły kontrowersje w środowisku młodych lekarzy, którzy protestują przeciwko obniżaniu jakości kształcenia medyków.
Były rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz podczas konferencji Forum Rynku Zdrowia komentując słowa Anny Rulkiewicz, prezeski grupy Lux Med, że "woli lekarza niedouczonego niż żadnego", powiedział:
- Pytanie, czy jesteśmy dziś zadowoleni z każdego lekarza, który wychodzi na rynek. Nie każdy kształci się na tym samym poziomie, nie każdy ma te same umiejętności. To, że lekarz zdobywa umiejętności w praktyce, to naturalne - to słowa Andrusiewicza.
Prof. Ryszard Gellert, dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego podczas konferencji dorzucił swoją opinię, że kształcenie lekarza po studiach odbywa się przede wszystkim podczas specjalizacji. Jak powiedział, "lekarz przychodzi, nie ma doświadczenia i musi tego doświadczenia nabrać. I nabiera go pod okiem swojego mistrza, kierownika specjalizacji, kogoś, kto umie to robić"
- Przecież medycyna rodzinna, cała masa zajęć z endokrynologii, z okulistyki, laryngologii, to są dziedziny w tej chwili ambulatoryjne. Lekarze rodzinni nie muszą iść do szpitala, żeby nauczyć się w szpitalu, jak się przyjmuje ambulatoryjnie. Dlaczego ma to nie dotyczyć innych specjalności? - zastanawiał się dyrektor CMKP.
Słowa te oburzyły przedstawicieli Porozumienie Rezydentów, którzy na platformie X skomentowali obie wypowiedzi dość dosadnie.
"Były rzecznik prasowy resortu Adama Niedzielskiego uważa, że lekarze do kształcenia nie potrzebują ani uniwersytetu, ani profesorów, ani już na pewno żadnych szpitali klinicznych" - napisali Rezydenci. "Niezwłocznie do dyskusji dołączył również prof. Ryszard Gellert - dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Zdaniem Pana Profesora specjalista medycyny rodzinnej nie musi iść do szpitala, żeby nauczyć się jak przyjmuje się ambulatoryjnie. Na próżno szukać w tym logiki, bowiem z powyższej dyskusji wynika, parafrazując słowa podlaskiego myśliciela - “Nie będzie niczego”, a lekarz i tak się wykształci. Czemu właściwie zatrzymywać się na lekarzach medycyny rodzinnej? Zamiast lekarza medycyny ratunkowej niech na SOR przyjmuje LUCAS, w końcu obaj uciskają klatkę piersiową. Endoskopistą niech zostanie hydraulik ze sprężyną kanalizacyjną, a badania TK niech opisują nie tylko radiolodzy, ale też radiowcy. Swoją drogą szpitale to przeżytek - tam sami chorzy leżą. A być może jest to krok w kierunku oddzielenia części specjalizacji lekarskich od po prostu bycia lekarzem Może to furtka dla absolwentów szkół, które oferując kierunek lekarski dalej nie uzyskały akredytacji Decydenci odmawiając wagi kształceniu przeddyplomowemu budują autostradę do upadku Ochrony Zdrowia w Polsce. Kształcenie przeddyplomowe jest fundamentem tego, co osiągniemy po studiach. (...) W dobie degradacji kształcenia, ujawniania danych osobowych przez ministrów i oszczędzania na czym popadnie w publicznej OZ twierdzenia takie jak powyższe są przynajmniej oburzające. Nie ma przyzwolenia na degradację OZ na żadnym z jej etapów zaczynając od kształcenia" - napisało Porozumienie Rezydentów.
Reklama
Osobny komentarz do słów Andrusiewicza zamieściła Anna Bazydło, rezydentka psychiatrii.
- Jaką rolę miał odegrać zdymisjonowany rzecznik ministerstwa w tej dyskusji? Czy jego wystąpienie miało zastąpić któryś z elementów satyrycznych? - napisała na platformie X.
To, co powiedział prof. Gellert skomentowała, że "warto też zapytać od kiedy polscy studenci wybierają specjalizację na etapie studiów i czy w związku z tym zapowiada się ograniczenie absolwentom szkół bez zaplecza wyboru tylko do medycyny rodzinnej (czysto ambulatoryjnie)".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze