Obecnie, przez szybki obieg informacji i brak weryfikacji wstawianych czy powielanych treści, mamy do czynienia z dezinformacją na masową skalę. Zjawisko to nie omija medycyny, gdzie dezinformacja jest podwójnym zagrożeniem. Powielanie nieprawdziwych informacji zdrowotnych może w najgorszym razie kosztować kogoś nawet życie.
Wiele nieprawdziwych informacji szerzonych jest na temat różnych leków. Jak mówi Barbara Plewka, farmaceutka i doktorantka na Uniwersytecie Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, z tego powodu farmaceuci często muszą wcielać się w rolę pogromców tych mitów. Szczególnie dużo fake newsów dotyczy witaminy C. Jeden z nich dotyczy różnic w działaniu witaminy C lewoskrętnej i prawoskrętnej.
- Lewoskrętna witamina C to jest tak wielokrotnie powtarzana przez pacjentów dezinformacja, która stała się fake newsem. Tutaj rzeczywiście musimy robić wszystko, żeby pacjentów od tego odwieść, bo oni często płacą bardzo duże pieniądze za preparaty, które są reklamowane jako lewoskrętne, a prawda jest taka, że ta witamina C, która jest aktywna biologicznie, jest prawoskrętna. Także tutaj mamy kompletnie absurdalną dla mnie sytuację, kiedy ktoś rzeczywiście taką dezinformację wytworzył - tłumaczy Barbara Plewka.
Reklama
Inny często powielany fake news o witaminie C to ten o jej skuteczności w walce z przeziębieniem.
- Metaanalizy, czyli najbardziej wiarygodne publikacje mówią o tym, że witamina C niestety nie pomoże w przeziębieniu. Jeżeli jest stosowana regularnie, przez dłuższy okres czasu, to jest szansa, że spowoduje, że to przeziębienie może będzie krótsze, może mniej intensywne będą objawy, ale nie zmniejszy ryzyka wystąpienia infekcji - podkreśla farmaceutka. Jedyną grupą, która jest jakby wyjęta z tej reguły, są sportowcy, którzy są narażeni na krótkotrwały, bardzo intensywny wysiłek, jak np. maratończycy. I w przypadku tych pacjentów suplementacja witaminą C zmniejszyła o połowę ryzyko wystąpienia infekcji. Ale to jest ta jedyna grupa - u innych pacjentów nie dowiedziono, że suplementacja witaminą C jakoś realnie wpływa na ryzyko zachorowania - dodaje.
Reklama
W temacie przeziębień narósł także mit o tym, że zielony katar zawsze świadczy o infekcji bakteryjnej. Dosyć mocno zakorzenił się w mentalności rodziców, którzy widząc ten objaw u swoich dzieci, oczekują od lekarza rodzinnego przepisania antybiotyku.
- Zielony katar nie świadczy o infekcji bakteryjnej, na która mógł zadziałać antybiotyk. Tak naprawdę świadczy tylko o tym, że nasz układ odpornościowy zwalcza patogen. I tego efektem jest zielone zabarwienie kataru, natomiast nie możemy wnioskować po tym, że to jest infekcja wirusowa czy bakteryjna - tłumaczy Beata Plewka.
Reklama
Dezinformacja nie omija ratownictwa medycznego. Jak mówi Jan Świtała, ratownik medyczny, jednym z dosyć szeroko rozpowszechnionych fake newsów jest ten o przeskakiwaniu kolejki na SOR-ze, jeśli zostanie się przywiezionym karetką.
- To tak nie działa. O czasie, terminie i sposobie przyjęcia na SOR-ze decyduje wyłącznie stan pacjenta w momencie przybycia do tzw. punktu triaż. I często zdarzało się tak, kiedy jeszcze ja pracowałem na SOR-ze, że pacjenci przywożeni przez zespół ratownictwa medycznego siadali w kolejce i ci, którzy zgłosili się samodzielnie, bo np. urwało im rękę 15 min temu, wchodzili bez kolejki - tłumaczy Jan Świtała.
Reklama
Takie przekonanie jest szkodliwe, ponieważ generuje niepotrzebne wyjazdy ratowników medycznych do pacjenta. Pogotowie ratunkowe powinno udzielać świadczeń zdrowotnych tylko ludziom w sytuacji nagłego stanu zagrożenia życia lub zdrowia.
- Tylko że tu pojawia się pytanie, skąd pacjent ma wiedzieć, co jest takim stanem. Nie ma tej edukacji, dlatego praktycznie jeździmy do wszystkiego - mówi ratownik. Jak liczyłem, to w ciągu roku pacjentów, których gdyby nie byłoby z nami, gdybyśmy nie przyjechali, było 10, może 12, czyli średnio jeden w miesiącu. Pozostała praca to jest praca trochę takiego pocieszyciela, elektryka, kawkę czasami zrobimy starszej pani i leczymy nadciśnienie - dodaje.
Reklama
Niemało nieprawdziwych informacji rozpstrzenia się także w odniesieniu do psychiatrii. Jednym z typowych fake newsów, który trafniej można by było opisać jako krzywdzące rozumowanie, jest ten dotyczący radzenia sobie z depresją.
- Pewnego dnia okazuje się, że dana osoba nie ma siły rano wstać z łóżka, że nie lubi się swojej pracy, rodziny, a przede wszystkim siebie. Dopiero kiedy zaczęłam pracować w oddziale szpitalnym, a potem w poradni dotarło do mnie, że ludzie potrafią tak żyć latami. Nie 2 tygodnie, 3 miesiące, tylko np. 25 lat. I dla wszystkich dookoła to jest okej i wszyscy dookoła mówią: “Jak zmienisz dietę lub weźmiesz ten suplement, to będzie Ci lepiej”. A to niestety tak nie działa. Depresja jest chorobą potencjalnie śmiertelną, ale często też jest objawem wielu innych problemów. - tłumaczy Anna Bazydło, rezydentka psychiatrii.
Reklama
Wskazuje przy tym na jeszcze inny mit w psychitrii - tym razem dotyczący leków. Przyjmuje się, że jeśli w badaniu rejestracyjnym, które poprzedza dopuszczenie leku do obrotu na danym rynku, wyjdzie, że lek nie uzależnia, to jego przepisanie pacjentowi nie wywoła żadnych niepożądanych skutków. Nic bardziej mylnego.
- Starsze Panie zwracają się do rozmaitych specjalistów, potrafią ich zwiedzić naprawdę mnóstwo i ostatecznie lekarz rodzinny przychodzi i mówi “O, Pani Leokadio, tu jest wspaniały lek na spanie. Będzie się po nim Pani spało świetnie”. A ja z Panią Leokadią widzę się 3 lata później, kiedy ona zamiast pół tabletki bierze ich już 10 codziennie wieczorem i nie jest w stanie funkcjonować bez nich, a jak je odstawia, to grozi jej napad padaczkowy, więc bierze jeszcze więcej. A propos dezinformacji w psychiatrii - ten lek ma swoje badania rejestracyjne, w których wyszło, że nie uzależnia, ale niestety nikt nie wziął pod uwagę tego, że ktoś będzie go stosować inaczej niż było w badaniu. A ten lek nasenny bardzo silnie uzależnia, moim zdaniem jest w tej chwili epidemia uzależnienia od tego leku w Polsce, ale lekarzom rodzinnym, którzy chętnie przepisują ten lek, pokazuje się tylko to badanie, w którym firma udokumentowała, że przecież nie ma problemu - wskazuje Anna Bazdyło.
Reklama
W dzisiejszych czasach można znaleźć leki i suplementy na prawie wszystko. Dlatego też narosło powszechne przekonanie, że farmakoterapia to jedyne wyjście z sytuacji, a przy tym najłtawiejsze i najwygodniejsze. Bo przecież wzięcie tabletki nie kosztuje tyle, co zmiana diety czy uprawianie sportu. A to właśnie tzw. medycyna stylu życia powinna być "pierwszą linią leczenia" dla wielu schorzeń.
- Medycyna stylu życia to jest święty graal medycyny. To jest to, co my już mamy, ale nie do końca chcemy po to sięgać. Z jednej strony mamy sport. Dzięki uprawianiu sportu możemy być zdrowsi. Nie wiem, czy dzięki temu ktoś będzie żył dłużej, bo każdy jest kowalem własnego losu, ale na pewno będzie zdrowszy. Z drugiej strony są też relacje społeczne, bo to one kształtują naszą mentalność, a ona ma wpływ na podłoże różnych chorób psychicznych czy psychologicznych - właśnie to, jakie relacje nawiązujemy i czy je nawiązujemy. Ważna jest również dieta. Jedzmy zdrowo, będziemy zdrowsi - mówi dr Patryk Poniewierza - Dyrektor Działu Medycznego Medicover.
Reklama
Przez dużą skłonność do sięgania po medykamenty, funkcjonuje takie przekonanie, że każdą chorobę można w jakiś sposób, stosując wybraną terapię, wyleczyć. Czasami jednak lekarze są bezradni, a wtedy pacjenci sięgają po alternatywne terapie, które mogą tak naprawdę przynieść więcej złego niż dobrego.
- Zachęcanie pacjentów chorych w sposób nieuleczalny tą medycyną, którą znamy, demagogią, mówienie o jakichś cudownych lekach, jest szkodliwe. Często pacjenci, którzy nie mają wyjścia, decydują się na takie rozwiązanie. Tutaj niestety są bardzo trudne wybory, ponieważ medycyna konwencjonalna ma wtedy niewiele do zaoferowania - podkreśla dr Patryk Poniewierza.
Reklama
Dodaje, że jeżeli pacjent ufa swojemu lekarzowi, można w takich przypadkach szukać badań klinicznych, w których udział jest zdecydownie bezpieczniejszy niż stosowanie alternatywnych terapii.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze