Dla większości z nas Święta Bożego Narodzenia to jedne z najszczęśliwszych dni w roku. Niestety nie dla wszystkich. Od kilku lat przy okazji zarówno świąt Wielkanocnych jak i Bożego Narodzenia lekarze alarmują, że coraz częściej w szpitalach na święta pozostają starsi, schorowani ludzie, porzuceni przez bliskich. Święta w szpitalach spędzają także samotni i bez środków do życia. O tym problemie rozmawialiśmy z ordynatorem oddziału chorób wewnętrznych Szpitala Praskiego w Warszawie, dr Maciejem Olszewskim.
Kto zostaje na święta w szpitalu?
– Każdy pacjent jeśli tylko jest w stanie stanąć obok łóżka chciałby wyjść jak najszybciej do domu, przede wszystkim na święta. Często jest to niemożliwe ze względów medycznych, ale coraz częściej jest to niemożliwe ze względów socjalnych. Dużym problemem jest problem samotności i bezdomności wśród pacjentów w obliczu świąt. Przez całe lata w trakcie świąt w naszym szpitalu mieliśmy 20-30 takich pacjentów, a na przestrzeni ostatnich lat, liczba pacjentów w tak trudnej sytuacji się zwiększa. Nie chcę jednak mówić w tym przypadku o statystykach bo nie o liczby, a o ludzi chodzi.
Zdarza się, że zostają pacjenci, których nie chce odebrać rodzina?
Tak, niestety zdarzają się zupełnie niezrozumiałe dla nas lekarzy sytuacje, kiedy pacjenta na święta w szpitalu zostawia rodzina, dzieci dla własnej wygody. Bardzo współczujemy ludziom, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. To są bardzo delikatne sprawy i my też musimy tak do tego podchodzić, ale zdarzyło się kilka razy w moje karierze, że nawet zawiadamialiśmy prokuraturę o tym, że rodzina nie wywiązuje się ze swoich elementarnych obowiązków alimentacyjnych. Dla nikogo takie sytuacje nie są komfortowe, ale okazało się, że to działanie z naszej strony było skuteczne.
Dużo trudniej zapewne pomóc pacjentom, którzy są samotni lub po prostu biedni… ?
Tak, są też osoby, które zostają w szpitalu z tego powodu, że nie mają za co i jak żyć. Parę lat temu była u nas pani, która wracała do nas zwłaszcza w czasie zimy. Pacjentka z ciężką przewlekłą chorobą obostrzającą się co chwilę, która mieszkała w dramatycznych warunkach socjalnych. Mieszkała w domu, w którym temperatura wynosiła 8 stopni w środku srogiej zimy. Dogrzewała mieszkanie piecykami elektrycznymi co z kolei powodowało, że jej niewielka renta nie wystarczała na opłacenie prądu więc nie miała za co wykupić leków, nie mówiąc już o jedzeniu. To są dylematy ściskające za gardło. Czasem widzimy osoby starsze, kiedy mąż odwiedza w szpitalu żonę czy odwrotnie, kiedy jedzą w szpitalu z jednego talerza. My rozwiązujemy często problemy socjalne a nie tylko medyczne.
Jakie macie możliwości działania, widząc tak trudną sytuację życiową Waszych pacjentów?
Jeśli wypisujemy pacjenta, w stosunku do którego mamy wątpliwości co do warunków socjalnych w jakich żyje po wyjściu ze szpitala, to oczywiście zawiadamiamy opiekuna społecznego właściwego dla miejsca zamieszkania. Zasadą tego szpitala od zawsze jest to, że nadajemy sprawom ciąg dalszy. Nigdy nie jest tak, że realizujemy procedury i kropka i nas to nie obchodzi. Tak my byliśmy wychowani i naszych następców też tego uczymy. Oczywiście procedury są potrzebne i one w jakimś zakresie muszą być, ale medycyna musi mieć ludzką twarz. Musi traktować pacjenta podmiotowo a nie przedmiotowo.
To jak wyglądają święta w szpitalu?
My lekarze jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że trzeba pracować także w święta. Dużo trudniejsze jest to dla pacjentów. Wszyscy staramy się więc żeby pacjentom ten czas ułatwić, stworzyć choćby namiastkę świątecznej atmosfery.
Rozmawiała Agnieszka Gołąbek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!