Niepowołanie mnie na stanowisko kierownika Kliniki Ginekologii i Położnictwa WUM przez rektora jest nadużyciem prawa. Dla mnie ta decyzja jest kompletnie nie zrozumiała, a rektor doprowadził do odejścia wraz ze mną 20 lekarzy - mówi w rozmowie z Polityką Zdrowotną prof. Mirosław Wielgoś, ginekolog i perinatolog niepowołany na stanowisko kierownicze mimo wygranego konkursu. Rozmawia Katarzyna Nowosielska.
Panie Profesorze, emocje już nieco opadły. Jak Pan dziś patrzy na decyzję prof. Zbigniewa Gacionga, rektora WUM o niepowołaniu pana na stanowisko kierownika Kliniki Ginekologii i Położnictwa WUM, mimo wygranego konkursu? W pierwszych dniach po tej decyzji nie ukrywał pan rozczarowania.
Tak, emocje nieco opadły, ale decyzja rektora jest dla mnie nadal trudna do przyjęcia. Trudna do zrozumienia jest także dla środowiska ginekologów-położników i perinatologów, społeczności akademickiej WUM – w tym studentów – oraz pracowników Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka i jego pacjentek. Nie ma we mnie akceptacji dla tej decyzji rektora. W prawie o szkolnictwie wyższym i w statucie WUM jest zapisane, że ostateczną decyzję co do tego kto ma kierować kliniką, podejmuje rektor. Jeśli kandydaci uzyskują odmienne oceny w różnych gremiach, a także np. gdy dwóch z nich w konkursie uzyskało podobną liczbę punktów, decyzję co do wyboru podejmuje rektor. Oczywiście prawo można interpretować różnie, ale w mojej opinii to jest taki przykład nadużycia prawa – ta decyzja była nieuzasadniona i kompletnie niezgodna z opinią demokratycznych organów, czyli Rady Wydziału Lekarskiego i Komisji Konkursowej.
Pan po niepowołaniu na stanowisko kierownika nie zdecydował się na dalszą pracę w UCZKiN. Pana odejście pociąga za sobą rezygnację z pracy innych lekarzy. Kto z Panem odchodzi?
Kilkanaście osób. 15 lekarzy złożyło wypowiedzenia, a 5 decydowało się na nieprzedłużenie umów. W zespole zatrudnionych jest około 30 lekarzy. Większość z nich zatem odchodzi. Mamy przeważnie trzymiesięczne okresy wypowiedzenia, w zależności też na jakiej kto formie zatrudnienia pracuje. Nie ma sensu jednak abyśmy w UCZKiN zbyt długo pozostawali, skoro podjęliśmy takie decyzje. Na nasze miejsce powinni być zatrudnieni inni pracownicy. A im szybciej my będziemy mogli podjąć pracę w nowej jednostce, tym dla wszystkich lepiej.
A co z pacjentkami UCZKiN? Zostają z niczym…
Będziemy je zapraszać do jednostki, w której podejmiemy pracę. Mamy już kilka propozycji. Nasze pacjentki na pewno nie zostaną bez opieki. Mój zespół specjalizował się w perinatologii, w operacjach wewnątrzmacicznych na płodach. Tu nie ma kolejek bo zazwyczaj pacjentka, której dziecko potrzebuje takiego zabiegu, musi się szybko znaleźć na sali operacyjnej.
Co zatem z pacjentkami potrzebującymi stricte świadczeń ginekologicznych, które czekają w kolejkach do UCZKiN?
Pacjentki są zapisane w systemie, czekają na terminy. U nas jednak nie było dużych kolejek, przyjęcia na oddział szły sprawnie. Część z nich zostanie zaopiekowana przez nowych lekarzy w UCZKiN a część być może przyjdzie do naszego miejsca pracy. Będziemy je zapraszać, informować. Choćby przez media społecznościowe.
Właśnie, media społecznościowe. Pan i lekarze z zespołu są bardzo medialni. Wielu osób z Pańskiego zespołu działa aktywnie choćby na Instagramie. Może to nie do końca podobało się rektorowi. Niektórzy lekarze, zwłaszcza pracujący w zawodzie po 40 lat, profesorowie uważają, że to niepoważne, aby lekarz działał w mediach społecznościowych, pokazywał się w sytuacjach codziennych w swojej pracy czy w domu.
Nie miałem takiej informacji zwrotnej od rektora. Ale też bez przesady. Lekarze nie są jakimiś bogami, że działanie na social mediach miałoby urągać powadze tego zawodu. Ponadto, my przez media społecznościowe edukujemy pacjentki, pokazujemy postęp w medycynie, informujemy gdzie można skorzystać z danych świadczeń. Czasy się zmieniają, media się zmieniają i warto iść z ich postępem. Oczywiście nie wszystkim się to podoba, ale to już zupełnie inna sprawa.
Rektor zarzuca też, że w UCZKiN za czasów Pana kierowania nim, za mały nacisk położony był na ginekologię onkologiczną. Pana następca został zobligowany aby rozszerzać ten zakres działalności.
Wiedza rektora na ten temat tego co działo się w jednostce jaką kierowałem nie jest najwyraźniej dokładna. Fakt, procedur w zakresie ginekologii onkologicznej nie było dużo. Zgodnie jednak z obowiązującymi trendami, większość przypadków w tym obszarze powinna być leczona w jednostkach specjalizujących się w tym. W Warszawie wszak mamy Centrum Onkologii i kilka innych placówek zajmujących się nowotworami ginekologicznymi. Ja przede wszystkim chciałem, aby jednostka, którą kieruję, była wiodącym ośrodkiem w zakresie perinatologii – i na pewno nim była. Ponadto, jeśli rektor chciał wzmocnienia ginekologii, to mógł wnosić o zatrudnienie w zespole dodatkowo jednego czy dwóch onkologów – na pewno rozważylibyśmy taką propozycję. Jeśli w czterokonnym zaprzęgu jeden koń okulał, to należy zmienić tego konia, ale chyba nie woźnicę, prawda?
Ile zabiegów wewnątrzmacicznych zatem przeprowadziliście Państwo?
Nie było chyba tygodnia, w którym nie robilibyśmy transfuzji wewnątrzmacicznej. W ciągu ostatnich lat przeprowadziliśmy ponad 40 operacji rozszczepów kręgosłupa. W ostatnim roku było kilka operacji kardiologicznych u płodów. Była też seria operacji wrodzonej przepukliny przeponowej. UCZKiN stał się także wiodącym ośrodkiem w zakresie laserowych zabiegów w zespole przetoczenia między płodami. Śledziliśmy także później losy dzieci po operacjach rozszczepu kręgosłupa nawiązując współpracę z jednym z warszawskich oddziałów neurochirurgii dziecięcej. W naszym ośrodku wykonywany był pełen zakres zabiegów chirurgii płodowej.
Jak udało się panu stworzyć tak oddany zespół, który odchodzi wraz z Panem? U nas w niektórych szpitalach panuje jeszcze tzw. zamordyzm, w którym to kierownik oddziału, ordynator jest najważniejszy. Jakie Pan ma metody zarządzania?
To bardziej pytanie do mojego zespołu. Mam jednak przekonanie, że tworzymy dobry zespół, bo rozwiązujemy wspólnie problemy a nie piętrzymy ich. Słuchałem pomysłów i inicjatyw. Chciałem, aby pracownicy czuli się w UCZKiN jak w domu i chyba się to udało. Przez ostatnie lata wykonaliśmy też kilka remontów w szpitalu, który jest starym budynkiem i polepszyły się warunki pracy i opieki nad pacjentkami
Dopingowałem też moich pracowników aby wyjeżdżali do najleopszych ośrodków na staże, uczyli się za granicą. W ciągu 12 lat kierowania jednostką 43 osoby uzyskały stopień doktora nauk medycznych a 9 stopień doktora habilitowanego. Do naszego ośrodka garnęli się rezydenci zarówno oni, jak i większość specjalistów chce kontynuować pracę ze mną.
Czy z perspektywy czasu zrobiłby Pan coś inaczej w UCZKiN?
Działałem zgodnie z własnym sumieniem, z własną wiedzą. Plany miałem ambitne. Moim celem moim rozbudowa szpitala, a także dalsza jego modernizacja – teraz była kolej na oddział ginekologiczny. Cóż, tak się jednak złożyło, że wraz z najlepszym na świecie Zespołem będę w innym miejscu pracował na rzecz rozwoju polskiej perinatologii.
Rozmawiała: Katarzyna Nowosielska
Polecane:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze