Reklama

Lęk może powodować prawdziwe bóle

Polityka Zdrowotna
29/06/2023 13:29

Dr Dorota Rzepniewska, specjalistka z zakresu psychiatrii i ekspertka Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach rozprawia się ze stereotypami na temat zaburzeń lękowych.

 

 

Mówimy czasem, że tylko głupi się nie boi. Lęk jest zatem czymś naturalnym i potrzebnym. Czy może się zdarzyć tak, że będzie wielką destrukcją?

 

Lęk pojawia się w toku ewolucji, nasi przodkowie musieli się bać, żeby dostatecznie szybko uciekać, gdy pojawiało się niebezpieczeństwo i dostatecznie szybko reagować na różne sytuacje. Lęk ma więc swoją funkcję, a problem zaczyna się wtedy, gdy lęk się generalizuje, odczuwamy go niemal przez cały czas. To jest sytuacja niekorzystna, tzw. distres. Będąc nieustannie w sytuacji „alarmowej”, możemy doprowadzić do wyczerpania.

Reklama

 

Czyli nasz organizm sygnalizuje, że tak dłużej już się nie da.

 

Dokładnie. Wtedy mówimy o zaburzeniach lękowych, depresji, stresie pourazowym. Może dochodzić do rozwoju różnych zaburzeń psychicznych związanych z lękiem. Lęk jest takim podstawowym objawem w psychiatrii.

 

Jedna z dziennikarek opisała ostatnio w mediach społecznościowych swoją historię: jechała samochodem, w pewnym momencie w jej auto uderzył inny pojazd. Jak się okazało, zawinił ten drugi kierowca. Fizycznie nic jej się nie stało, ale przez dłuższy czas odczuwała lęk przed tym, żeby wsiąść za kółko.

Reklama

 

Nastąpiła jedna sytuacja, która była silnym stresorem, doszło do silnej reakcji, a jeśli lęk nie jest zaopatrzony, to może może się rozwinąć zaburzenie stresowe pourazowe czyli pani, która od lat jeździła samochodem, będzie miała problem, aby do niego wsiąść.

 

Użyła pani doktor słów „zaopatrzyć lęk”. Czy lęk zaopatruje się jak np. chorą rękę?

 

Tak. Proszę zobaczyć, jak to się dzieje u małych dzieci: maluch jest wystraszony, mama przytula, lęk znika. Dziecko w ramionach matki odzyskuje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli mamy do czynienia ze starszym dzieckiem to można mu pewne rzeczy wytłumaczyć np. „słuchaj, tak się czasami dzieje, nie ma się czego bać”. Samo to wyjaśnienie powoduje mentalizację. To niesłychanie ważne, aby mieć świadomość, że lęk można zaopatrzyć, trzeba edukować na ten temat. To tak, jak z zabezpieczeniem rany, ale tej rany w naszej psychice nie widać. Nadal mamy dwie ręce, dwie nogi, wszystko niby ok, a jednak w głowie kręci się mechanizm „znowu wsiądę do samochodu, będzie wypadek” albo cały czas dochodzi do reakcji stresowej organizmu: przyspieszonego bicia serca, pojawia się tachykardia, zaostrzenia chorób psychosomatycznych, jeśli ktoś cierpi z powodu astmy to intensyfikują się ataki duszności, jeśli z powodu zespołu jelita drażliwego to mogą pojawić się biegunki, ból żołądka. Lęk przyjmuje postać dolegliwości somatycznych. Nazywa się to somatyzacją lęku albo konwersją lęku. Cierpienie z tego powodu jest prawdziwe i nie ma charakteru symulacji. Można powiedzieć, że lęk, choć niewidoczny, staje się odczuwalny.

Reklama

 

 

Lęk zaczyna „rządzić” naszym życiem, nieustannie uwiera niczym za ciasne buty.

 

Dobrym pomysłem będzie na pewno zgłoszenie się do specjalisty. Czasem niepotrzebnie z tym zwlekamy. Pojawiają się wątpliwości na zasadzie „czy ja nie przesadzam”, „może to samo przejdzie”. Często też, gdy mamy zaostrzenie tych dolegliwości somatycznych, pacjent zaczyna się diagnozować: jedno badanie, drugie, trzecie i… nic. Uzyskuje informację, że nie ma chorego serca, w jelicie nie stwierdza się nowotworu i tak dalej. Czy to znaczy, że pacjent nie cierpi albo histeryzuje? Nic bardziej błędnego. Pacjent odczuwa dolegliwości, ale są to dolegliwości psychosomatyczne. Odczuwa bóle w klatce piersiowej, jest czasem przekonany, że to zawał, EKG nic nie wykazuje. Podobnie z tzw. kulą w gardle. Wykonane badania potwierdzają, że w gardle jest „czysto”, nie ma żadnej przeszkody, a pacjent zgłasza narastające problemy z przełykaniem. To wszystko nic innego jak somatyczne wykładniki lęku. Internista czy kardiolog mówi wtedy: proszę się skonsultować z psychiatrą.

Reklama

 

Lawina rusza.

 

Tak, zdarzają się wciąż pacjenci dotknięci taką uwagą. Myślę, że pora zacząć postrzegać zaburzenia psychiczne tak, jak wszystkie inne. Leczymy depresję, leczymy nerwicę i leczymy zapalenie nerek. To, że czegoś nie widzimy nie oznacza przecież, że tego nie ma. Wizyta u specjalisty rozwiewa często wątpliwości, psychiatra ma do dyspozycji leki, ma naprawdę duże możliwości pomocy pacjentowi. Trzeba dodać, że to już nie są takie leki jak ponad dwadzieścia lat temu, kiedy ja rozpoczynałam praktykę, o silnych skutkach ubocznych w postaci zaburzeń widzenia, przybierania na wadze, zaparć i wielu innych. Mamy teraz nowoczesne leki, których naprawdę nie warto się obawiać. Takie leki, co staram się bardzo mocno podkreślać, nie zmieniają osobowości. Wiele lat temu faktycznie były to preparaty o silnych działaniach niepożądanych i zapewne stąd ich zła sława. Poza tym to nie jest tak, że pacjent te leki będzie musiał stosować „na wieki wieków”. One mają swój schemat dawkowania i działanie wymierzone na określony czas.

Reklama

 

Opr. Anna Ginał

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości