Znani aktorzy, celebryci i influencerzy coraz częściej pojawiają się w reklamach alkoholu – od billboardów po kampanie w social mediach. Bogusław Linda, Jakub Gierszał, Magdalena Cielecka, Adam Woronowicz, Maciej Musiał, Maffashion, Janusz Palikot i Kuba Wojewódzki to tylko część "czarnej listy" osób, które zdecydowały się promować produkty wysokoprocentowe lub marki piwne. W kraju, gdzie alkoholizm wciąż zbiera tragiczne żniwo, takie wybory budzą poważne pytania o odpowiedzialność publicznych twarzy.
Tyskie wystartowało z kampanią „Jesteśmy na Ty”, w której Bogusław Linda i Jakub Gierszał mają symbolizować relacje międzypokoleniowe. Przekaz marki opiera się na zaufaniu, bliskości i otwartości, ale trudno nie zauważyć, że pod tym wszystkim kryje się po prostu reklama piwa. Czy naprawdę potrzebujemy procentów, by rozmawiać o wartościach i dialogu pokoleń?
Jakiś czas temu aktor Adam Woronowicz promował Łomżę 0% – ale i tak wspiera markę jednoznacznie kojarzoną z alkoholem. To przykłady pokazujące, że nawet aktorzy o dużym autorytecie i dorobku nie wahają się użyczyć swojego wizerunku do sprzedaży trunków.
Do grona promujących alkohol dołączyli także celebryci młodego pokolenia. Maciej Musiał i Maffashion zostali ukarani grzywnami za reklamowanie piwa i whisky w social mediach. To szczególnie niebezpieczne, bo influencerzy docierają głównie do młodzieży, która jest najbardziej podatna na normalizowanie picia.
Janusz Palikot – były polityk, a dziś przedsiębiorca – aktywnie promuje własne marki alkoholowe, nie tylko jako producent, ale i medialny showman. Kuba Wojewódzki od lat pojawia się w tego typu działaniach marketingowych, zacierając granicę między autopromocją a promocją trunków. Obaj dobrze wiedzą, jak mocno działa rozpoznawalność – i jak łatwo wykorzystać ją do budowania mody na alkohol.
Sprawa aktorki Magdaleny Cieleckiej i Bogusława Lindy dotyczy kampanii reklamowych prowadzonych w social mediach dla marki wódki. Cielecka wystąpiła w serii nagrań promujących alkohol, gdzie pojawiały się hasła odwołujące się do „polskich tradycji” – m.in. do zwyczaju „czerepki”, czyli kieliszka wypijanego na szczęście. Bogusław Linda z kolei był twarzą innej odsłony tej samej kampanii, gdzie promował picie wysokoprocentowego alkoholu w kontekście „pępkowego” czy „kulawki”.
Choć miało to być utrzymane w klimacie nostalgii i nawiązań kulturowych, w rzeczywistości stanowiło jawną reklamę alkoholu, co w Polsce – poza piwem – jest zabronione. Dlatego oboje aktorzy zostali objęci aktem oskarżenia i grozi im dotkliwa kara finansowa.
Bogusław Linda i Jakub Gierszał – piwo Tyskie „Jesteśmy na Ty”
Adam Woronowicz – piwo Łomża 0%
Maciej Musiał – kampanie piwa Żywiec w social mediach
Marcin Dorociński - reklamował piwo Žatecky (Carlsberg Polska)
Maffashion – kampanie włoskiego piwa Peroni w social mediach
Janusz Palikot – promotor i producent marek alkoholowych, wyprodukował piwo Buh
Kuba Wojewódzki – działania marketingowe związane z alkoholem, wyprodukował piwo Buh
Wojciech Mann - reklamował piwo bezalkoholowe Tyskie
Tamara Arciuch - reklamowała piwo Łomża
Anna Dereszowska - reklamowała piwo Łomża
Robert Makłowicz - współpracuje z Browarem Fortuna
Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor - reklamowali piwo Tyskie
Znane twarze mają ogromny wpływ na opinię publiczną – zwłaszcza na młodych. Jeśli idol z ekranu czy Instagrama zachwala piwo lub whisky, przekaz jest prosty: „to normalne, fajne, modne”. W kraju, gdzie według WHO ponad 10% dorosłych nadużywa alkoholu, a tysiące rodzin mierzy się z tragedią uzależnienia, takie kampanie działają jak dolewanie oliwy do ognia. Publiczne osoby stają się ambasadorami nie tylko produktu, ale całej kultury picia. I to właśnie w tym tkwi największy problem.
Kiedy patrzę na tę listę, widzę nie tylko nazwiska, ale i pewien mechanizm: kasa, prestiż, szybki kontrakt. Rozumiem – reklama to praca, często dobrze płatna. Ale w momencie, gdy aktor czy influencer staje się twarzą trunku, bierze na siebie odpowiedzialność za to, jak młodzi postrzegają alkohol.
I tu pojawia się pytanie: czy naprawdę nie można zagrać w kampanii społecznej, wesprzeć zdrowie psychiczne czy ekologię? Czy zawsze musi chodzić o butelkę z procentami? Bo jeśli nie zaczniemy mówić głośno o szkodliwości takich reklam, kolejne pokolenia będą dorastać z przekonaniem, że piwo to lemoniada, a wódka to styl życia.
Zapytaliśmy o to ekonomistę Roberta Gwiazdowskiego.
"W tym pytaniu są dwa elementy. Po pierwsze: czy reklama wpływa na zwiększenie spożycia alkoholu? Moim zdaniem może to dotyczyć wyłącznie młodych osób, do których zresztą reklama jest głównie kierowana. Przypomnę, że generalnie nie wolno reklamować alkoholu, z wyjątkiem piwa. Istnieją co prawda liczne ograniczenia co do formy takiej reklamy, a mimo to ona funkcjonuje. Podejrzewam więc, że właśnie w grupie młodych osób reklama może przyczyniać się do wcześniejszej inicjacji alkoholowej.
ReklamaNatomiast wśród dorosłych, którzy dobrze wiedzą, czym jest alkohol, reklama nie ma żadnego znaczenia. Człowiek idzie na kolację i pije wino nie dlatego, że zobaczył reklamę, ale dlatego, że je lubi – bo połączenie z jedzeniem bywa smaczne, a alkohol sprzyja także socjalizacji.
Dlatego jestem przeciwnikiem zakazu sprzedaży alkoholu, ale jeśli chodzi o rozszerzenie zakazu reklamy na wszystkie jego rodzaje – to tak, zdecydowanie. Moje dzieci niedawno zdawały maturę, więc mam świeże obserwacje: oni i ich rówieśnicy sięgają w pierwszej kolejności właśnie po piwo.
ReklamaWięc prawdopodobnie rozciągnięcie zakazu reklamy na każdy rodzaj alkoholu mogłoby spowodować osiągnięcie tego efektu, o którym Ministerstwo Zdrowia mówi, czyli przesunięcie tej inicjacji alkoholowej na później, co mogłoby być korzystne dla zdrowia społecznego" - powiedział ekonomista Robert Gwiazdowski.
R.G.: Reklama alkoholu została ograniczona – z wyjątkiem piwa. I o tym nieustannie przypominam. Nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości miała zakazać reklamy skojarzeniowej alkoholu, ale w zdumiewających okolicznościach w trakcie prac sejmowej podkomisji dodano trzy słowa: „z wyjątkiem piwa”. Co więcej, w archiwum Sejmu nie zachowały się stenogramy z posiedzeń tej podkomisji, która przygotowała projekt. W żadnym wcześniejszym projekcie, nad którym pracował Sejm, takiego zapisu nie było. To „z wyjątkiem piwa” pojawiło się dopiero na etapie podkomisji. Nie wiadomo, który z posłów to zgłosił, jak to uzasadnił – nikt tego nie wie, bo protokoły z tamtych obrad nie zachowały się w archiwum.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze