Po zakazie przeprowadzania iniekcji u dzieci w warunkach ambulatoryjnych, o czym zdecydowała konsultant krajowa ds. pediatrii, wiele dzieci jest hospitalizowanych na oddziałach tylko po to aby podawać im antybiotyki. Jedni lekarze rodzinni i pediatrzy twierdzą, że to złe rozwiązanie, a inni, że dzięki temu zapobiegamy nadmiernemu spożywaniu antybiotyków.
W ostatnich miesiącach szereg dzieci przebywa na oddziałach tylko po to, aby można im było podawać dożylnie leki przez około 10 dni. Przyczynił się do tego jeszcze mocniej komunikat prof. Teresy Jackowskiej, konsultanta krajowego w dziedzinie pediatrii i wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, która w końcówce 2021 r. ogłosiła, że iniekcje dzieci i młodzieży w warunkach ambulatoryjnych są zakazane. 3 listopada 2021 r. wskazała, że jeśli stan dziecka wymaga podania leku czy antybiotyku dożylnie/ domięśniowo, to pediatra powinien dziecko skierować jak najszybciej do szpitala.
Warto wspomnieć, że wiele krajów europejskich, w tym Niemcy czy Dania, kładą nacisk na ambulatoryjne leczenie pacjenta. W warunkach domowych szybciej dochodzi do zdrowia, a i nie jest narażony na zakażenie w szpitalu. W szpitalu dziecko ma jednak założony wenflon i nie trzeba go codziennie kłuć.
Odpowiedzialność lekarza
Konsultant Krajowa zakazała pediatrom i lekarzom POZ wykonywać zastrzyków małym pacjentom pod groźbą złożenia skargi do lekarza do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Uzasadniła to faktem, że zastrzyki domięśniowe są bolesne i powodują strach u dzieci. Część lekarzy przyznaje rację.
- Domięśniowo podawane są zazwyczaj antybiotyki. To jest ukrócenie antybiotykoterapii, która jest w Polsce nadużywana. Pediatrzy zbyt dużej liczbie dzieci przepisują swobodnie antybiotyki doustnie i za dużo było podawanych domięśniowo. W szpitalu dziecko przynajmniej ma założony wenflon i nie trzeba go codziennie kłuć. Inna sprawa jest taka, że oczywiście nie można mieć pewności, czy i lekarze w szpitalu nie nazbyt pochopnie ordynują antybiotyki. Nie każde zapalenie ucha trzeba tak leczyć - wskazuje Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny, który w swojej przychodni w Lublinie ma też pediatrię.
Są jednak lekarz, którzy uważają, że leczenie wielu ostrych infekcji u dzieci pod okiem doświadczonego lekarza w warunkach domowych jest najbardziej komfortowe dla rodziny i dziecka.
Łykają antybiotyki jak cukierki
Rzecznik Praw Dziecka apelował niedawno, że co piąty antybiotyk przepisywany jest niepotrzebnie, przez co maleje ich skuteczność w walce z naprawdę groźnymi infekcjami. Szczególnie zagrożone są dzieci. W przyszłości nawet 10 mln osób rocznie może umierać przez oporne na antybiotyki bakterie.
W ocenie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oporność na antybiotyki jest jednym z największych zagrożeń dla zdrowia na świecie. Zdaniem WHO rosnąca liczba infekcji, takich jak zapalenie płuc, gruźlica czy salmonelloza, staje się trudniejsza do pokonania, ponieważ antybiotyki stosowane w ich leczeniu stają się mniej skuteczne. Eksperci szacują, że w 2050 r. aż do 10 mln rocznie ma wzrosnąć liczba osób umierających z powodu infekcji wywoływanych przez oporne na antybiotyki bakterie.
Tymczasem szpitale i oddziały pediatryczne przeżywają przez ostanie kilka lat nie małe kryzysy. A wymuszane hospitalizacje nie pomagają brakom kadrowym w pediatrii. Problem wielu jednak szpitali i ich odcinków pediatryczny nie polega jednak tylko na braku kadr. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, mamy w kraju 15 tys. czynnych zawodowo pediatrów. Tylko problem tkwi być może w złym zarządzaniu kadrami, w utrzymywaniu na siłę zbędnych oddziałów pediatrycznych, na których wiele dzieci leży tylko po to aby dostawać leki dożylnie.
Dziś każdy szpital, nawet powiatowy, utrzymuje oddziały dziecięce. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że np. w I połowie 2021 r. liczba hospitalizacji wyniosła 650 tys. Dla porównania w całym 2020 r. liczba hospitalizacji wyniosła – 1,2 mln. Średni czas trwania hospitalizacji w 2020 r. wyniósł 5,4 dnia zaś w pierwszym półroczu 2021 - 4,4 dnia. Warto podkreślić, że od początku 2021 r. limity w pediatrii są zniesione, a wcale ich nie przybyło.
Dzieci nie przybywa
- To nie jest zaskakujące, że hospitalizacji jest mało. Rodzi się coraz mniej dzieci. Odziały pediatryczne, które są zamykane, też obnażają to zjawisko. A też z drugiej strony warto pamiętać, że jeśli coś poważnego dzieje się z dzieckiem, to jest przekazywane do szpitala specjalistycznego, choćby na kardiologię dziecięcą - wskazuje dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego.
Wielu ekspertów uważa, że być może należy pomyśleć o reformie pediatrii, gdyż oddziały pediatryczne mają problem z wykonaniem kontraktu. Są tam nie do wykonania. I tu się rodzi pytanie. Czy każdy szpital powiatowy potrzebuje pediatrii?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!