Reklama

Mit autyzmu a szczepienia - skąd się wziął? [BADANIE]

To, że szczepionki powodują autyzm stało się niemal anegdotyczne. Jednak sprawa jest poważna, bo z powodu rozpowszechnianych m.in. w internecie fałszywych informacji na temat skutków ubocznych szczepień, coraz więcej osób odmawia szczepienia dzieci. Skutkiem są częstsze przypadki chorób zakaźnych, o których (dzięki powszechnym, obowiązkowym szczepieniom) zdążyliśmy zapomnieć. Wracają odra, gruźlica, a ostatnio popularny za południową granicą krztusiec. Analizujemy najpopularniejszy mit i rozprawiamy się z nim w Miesiącu Świadomości Autyzmu.

Należy zadać sobie na początku podstawowe pytanie, skąd wziął się ten mit? Za ojca tego fake newsa uważa się Andrew Wakiefielda, brytyjskiego gastroenterologa, który w poważnym medycznym czasopiśmie „The Lancet” opublikował artykuł o powiązaniu autyzmu u dzieci ze szczepionką skojarzoną MMR (przeciwko odrze, śwince i różyczce). Artykuł został oparty na wynikach projektu badawczego obejmującego dwanaścioro dzieci. Autorowi udowodniono, że badania nie były rzetelne, dzieci zakwalifikowane do badania były szczególnie dobrane tak, by wyniki sugerowały związek szczepionek z wystąpieniem autyzmu.

Mit o autyzmie wiecznie żywy

- Niewątpliwie przyczyniła się do tego praca jednego z lekarzy, która powstała w 1988 roku, czyli dosyć dawno temu i ona jest cały czas obecna w przestrzeni publicznej, nawet wśród części specjalistów. Jest to jeden z najbardziej utrwalonych mitów na temat szczepień. W tej pracy, opublikowanej w prestiżowym piśmie medycznym „The Lancet”, pan Wakefield, który wtedy był jeszcze lekarzem, wysunął hipotezę, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy szczepionką MMR (przeciwko śwince, odrze i różyczce) a autyzmem. Okazało się później, że opublikowana praca została sfałszowana, była nierzetelna, a same wnioski nieprawdziwe – przypomina genezę dr Aleksandra Lewandowska, krajowa konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.

Reklama

Zwrócono uwagę również na konflikt interesów autora. „Udowadniając” fatalne skutki jednej ze szczepionek, sam pracował nad własną. Wakefieldowi udowodniono fałszerstwo badań, osądzono, pozbawiono prawa wykonywania zawodu, ale publikację fałszywych twierdzeń wycofano z archiwum czasopisma „Lancet” dopiero w 2019 roku.. Po tylu latach odkręcenie nieprawdziwych twierdzeń jest bardzo trudne.

Globalny mit kontra nauka

Ponieważ ten mit nie tylko w Polsce, ale globalnie był utrwalany, Duńczycy zrobili ogólnokrajowe, bardzo duże badanie, sprawdzające, czy jest związek pomiędzy podaniem szczepionki MMR, ale także innych szczepień, a występowaniem autyzmu.

Reklama

- Takich badań zrobiono mnóstwo na niespotykaną dotąd skalę. Przeprowadzono je np. w Danii, gdzie przebadano ponad pół miliona dzieci pod kątem występowania tych przypisywanych szczepionkom skutków ubocznych. Okazało się, że szczepione dzieci miały mniej problemów rozwojowych niż nieszczepione. To jest kwestia dowodów naukowych, które zostały przedstawione po to, by obalić oszustwo Wakefielda. Aby to oszustwo zdemaskować trzeba było przebadać dzieci szczepione i nieszczepione z różnych krajów. Okazuje się, że jeślibyśmy porównali te same kalendarze szczepień między Japonią a Portugalią, to różnica w występowaniu autyzmu jest kilkukrotna. W Japonii występuje on częściej, w Portugalii znacznie rzadziej. Jest to zatem dowód na to, że autyzm nie jest powiązany ze szczepieniami. Jest to problem rozwojowy, uwarunkowany genetycznie. Są też przyczyny środowiskowe, które mogą przyspieszać czy prowokować pojawienie się nieprawidłowości. Natomiast jego przyczyną z całą pewnością nie jest szczepienie – wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski, ekspert ds. zagrożeń epidemicznych Naczelnej Rady Lekarskiej. 

- Objawy autyzmu występowały o 7 proc. rzadziej wśród dzieci zaszczepionych w porównaniu z dziećmi niezaszczepionymi. Co pokazuje, że żadnego związku autyzmu ze szczepionkami nie ma – dodaje dr Aleksandra Lewandowska.

Reklama

Antyszczepionkowcy w akcji

Dlaczego więc ten mit jest tak utrwalony? Pomińmy teorie spiskowe i działania specjalnych grup, których zadaniem jest dezinformacja. Badanie, na które powołują się osoby obawiające się szczepień i odmawiające ich, było sfałszowane. Jednak przez ponad dwie dekady funkcjonowało w przestrzeni publicznej i powoływano się na nie jako na publikację w prestiżowym piśmie. Po drugie wiedza na temat autyzmu nie jest powszechna (choć rozpowszechniana) także wśród lekarzy, a diagnoza trudna.  

Reklama

- Teraz wiemy coraz więcej na temat autyzmu, ale jeszcze nie wszystko. Nawet część psychiatrów pracująca głównie z dorosłymi, nie mająca na co dzień do czynienia z autyzmem, może mieć duże trudności z profesjonalną diagnozą. Podobnie pediatrzy, którzy są często tymi pierwszymi lekarzami, z którymi rodzice mają kontakt – wyjaśnia dr Lewandowska.

Ekspertka pokazuje pułapkę myślenia laików, którzy nie mają pojęcia o tym, czym jest spektrum autyzmu. Jak mówi dr Lewandowska, możemy mieć sytuację, odwołując się do kryteriów diagnostycznych ICD-10, że w okresie wczesnodziecięcym do 3. roku życia, możemy obserwować nieprawidłowy i/alb o opóźniony rozwój, w którym występuje nieprawidłowe funkcjonowanie we wszystkich spośród trzech sfer: interakcjach społecznych, komunikacji oraz ograniczonym, powtarzającym się repertuarze zachowań.  Autyzm może również przebiegać z regresem, czyli może dojść do sytuacji, gdy dziecko rozwija się prawidłowo, ale najczęściej między 15. a 24. miesiącem życia, dochodzi do regresu nabytych już umiejętności. To się dzieje niezależnie od wszystkiego. I w tym właśnie czasie według kalendarza szczepień podaje się szczepionkę MMR (szczepionkę MMR według polskiego kalendarza szczepień podaje się w 13-15. miesiącu życia - przyp. red.). Z tego powodu, że objawy autyzmu występują w zbliżonym do podawania szczepionki MMR czasie, mit o wywoływaniu przez nią autyzmu ma się dobrze.  

Reklama

Dr Paweł Grzesiowski dosadnie przytacza przykład:

- Czy jeśli zaszczepione dziecko spadnie z drzewa i złamie rękę, to dlatego ta ręka się złamała, że podano mu szczepionkę? – pyta ironicznie lekarz. – No nie! Mamy tu do czynienia z koincydencją, a nie ciągiem przyczynowo-skutkowym. Żadna szczepionka nie wywołuje autyzmu. Koniec kropka! – podkreśla.

Adiuwanty są też oskarżane o wywoływanie autyzmu

- Adiuwanty są przebadane tak samo jak szczepionki. Nie można oddzielić adiuwantu od szczepionki. Jeżeli ktoś mówi, że aluminium szkodzi, ma rację. Bo związki aluminium są szkodliwe dla człowieka. Ale sole aluminium, czyli sole glinu, które są rozpuszczalne w wodzie są wydalane przez człowieka. Nic się nie kumuluje. Nie udowodniono żadnych szkodliwych działań ani tiomersalu, czyli związków rtęci ani soli glinu, ani nowoczesnych adiuwantów, czyli saponin. Adiuwanty zwiększają nasilenie reakcji zapalnej, bo taka jest rola adiuwantu – bardziej aktywować układ odpornościowy, żeby bardziej pobudzić go do reakcji na szczepionkę – wyjaśnia dr Grzesiowski.

Reklama

Reakcja po szczepieniu - mamy prawo się bać

Bombardowani informacjami o niepożądanych skutkach szczepień (to m.in. zaczerwienienie skóry, gorączka czy bóle mięśni po podaniu szczepionki), których nie potrafimy zweryfikować zaczynamy odczuwać lęk. Dlatego o opinię należy pytać tych, którzy mają wiedzę na temat szczepień. Naturalnym partnerem do takiej spokojnej, merytorycznej rozmowy jest lekarz.

- Rodzice mają prawo bać się szczepień. To jest zjawisko dopuszczalne i naturalne, bo jest to jednak ingerencja medyczna. To jest procedura, która może wiązać się z pewnymi działaniami niepożądanymi. Rolą lekarza jest im te kwestie wyjaśnić i zracjonalizować emocje. Jeśli się to nie uda, nie można nazwać go antyszczepionkowcem. Lekarzem antyszczepionkowcem jest ten, kto świadomie szerzy dezinformację – mówi dr Grzesiowski.

Reklama

Podobnego zdania jest prof. Marcin Czech, specjalista epidemiologii i specjalista zdrowia publicznego z Instytutu Matki i Dziecka, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.

- Wahać się jest normalnym zjawiskiem, ale przekonanie, że nie należy zabezpieczać dziecka poprzez szczepienie przed chorobami zakaźnymi, to jest problem z punktu widzenia zdrowia publicznego. Negatywne kampanie potrafią zniszczyć osiągnięcia wielu pokoleń. Tak jest właśnie ze szczepieniami, gdzie negatywny przekaz powoduje, że wiele osób rezygnuje z ochrony swoich dzieci pod ciężarem przekazów antyszczepionkowych. Od lat naukowcy i lekarze pokazują, że są to informacje niesprawdzone, ale nie da się tego tak łatwo odkręcić – mówi prof. Marcin Czech.

Reklama

Brak szczepień słono nas może kosztować

Ile kosztuje strach przed autyzmem i nieszczepienie dzieci?

- Można obliczyć, ile kosztuje nas nieszczepienie dzieci na różne choroby zakaźne, bo jesteśmy w stanie obliczyć, ile kosztuje leczenie powikłań chorób zakaźnych, którym można zapobiegać. W przypadku epidemii jesteśmy w stanie obliczyć, ile osób umiera, ma powikłania, ile jest hospitalizowanych i to ma wprost wymiar farmakoekonomiczny, bo te wszystkie interwencje typu wizyta w POZ, u specjalistów, poważne powikłania, np. kardiologiczne, zapalenie płuc daje się policzyć. Do kosztów medycznych bezpośrednich należy dodać koszty pośrednie, np. wynikające ze zwolnienia z pracy, z opieki nad chorym dzieckiem – wyjaśnia prof. Czech, a Marta Banaszczyk-Ruś podaje szacunki, ile kosztowałoby nas leczenie np. odry, świnki i różyczki, gdybyśmy całkowicie przestali się szczepić tylko na te choroby.

Reklama

- Ponieważ odra jest wirusem o wysokiej zakaźności, epidemia tej choroby kosztowałaby nas ok. 5,6 miliarda złotych. Za leczenie świnki zapłacilibyśmy ok. 1 miliona złotych, a różyczki 5,3 miliona złotych – mówi Marta Banaszczyk-Ruś. – różnice w podanych wartościach są podyktowane faktem predykcji ilości nowych zachorowań na daną chorobę oraz danymi w zakresie kosztów leczenia poniesionych przez NFZ. Czyli w skrócie, ile realnie NFZ zapłacił za leczenie jednego pacjenta w danym roku pomnożone przez liczbę zachorowań w przypadku całkowitego braku szczepień ochronnych – wyjaśnia Marta Banaszczyk-Ruś

 

Reklama

 

 

 

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefania - niezalogowany 2024-08-07 14:01:39

    ze tez autor artykulu nie ma sumienia......

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Mason - niezalogowany 2024-09-22 16:10:00

    I dlatego zostały jej wszczepione nanoboty, które przejęły jej sumienie. Myśli Pani, że dlaczego nazwaliśmy to COW ID?

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Masoneria - niezalogowany 2024-09-22 16:08:27

    Autorko, zostałaś oznakowana COW ID? Bilion nanobotów w Twoich neuronach za ten artykuł sponsorowany....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości