Aktorka przeszła długą drogę – od niezrozumienia aż po postawienie diagnozy i podjęcie walki. Wszystko w ogromnym bólu, z poczuciem osamotnienia. Dziś jako ambasadorka walki z endometriozą promuje diagnostykę i wspiera inne cierpiące na tę podstępną chorobę kobiety.
Znana i lubiana, a jednak niezwykle osamotniona – przynajmniej na pewnym etapie życia – aktorka i piosenkarka Patrycja Kazadi od lat zmaga się z endometriozą – bolesną, przewlekłą chorobą, która przez długi czas pozostawała niezdiagnozowana. Swoimi doświadczeniami z endometriozą podzieliła się pod koniec lipca w Sejmie podczas spotkania Parlamentarnego Zespołu ds. Kobiet. Nie bez powodu – w Polsce weszły w życie nowe regulacje ułatwiające walkę z chorobą, a przede wszystkim umożliwiające finansowanie jej leczenia. W gronie ekspertów, którzy stanęli przed komisją, pojawiła się także ona, bo od wczesnej młodości cierpi na endometriozę.
Problem w tym, że przez lata nawet o tym nie wiedziała.
Ból był tak silny, że zapytałam mamę, czy ona też tego doświadczyła. Powiedziała, że może na początku, ale później mi przejdzie. Od ginekologa słyszałam, że taka moja uroda. Czyli, że akurat ja mam bolesne miesiączki, muszę się z tym pogodzić i nie wydziwiać – relacjonowała Patricia Kazadi. Dodając: – Uznałam, że tak ma być, że tak wygląda życie młodych kobiet
Patrycja Kazadi to dziś 37-letnia kobieta o ugruntowanej aktorskiej i piosenkarskiej pozycji zawodowej. Ale właśnie podczas jednej z prób do wymagającego fizycznie programu „Dance Dance Dance” w 2018 roku okazało się, że choroba rozwija się dynamicznie.
Codziennie były treningi taneczne i zaczęłam obserwować nowe dolegliwości. Gdy bardzo szybko się zrywałam albo robiłam ostre ruchy, to czułam, jakby coś rozrywało mi się w brzuchu – wspominała.
Objawy nasilały się – nie mogła chodzić, odczuwała wewnątrz ciała ciągnięcie i narastające cierpienie. Przez kolejne lata próbowała znaleźć specjalistę, który mógłby postawić diagnozę. Nie brakowało dramatycznych momentów.
Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym czołgałam się po podłodze z bólu, bo nie byłam w stanie chodzić. Lekarz zaproponował rozcięcie brzucha, żeby zobaczyć, co to jest. Wypisałam się – nie chciałam przypadkowych operacji w środku COVID–u – relacjonowała posłom Patrycja Kazadi.
Reklama
To doprowadziło ją do depresji:
Ostatecznie uznałam, że prawdopodobnie jestem chora psychicznie, wymyśliłam sobie coś, skoro wszystko mam zdrowe. Sprawdziłam serce, sprawdziłam się ginekologicznie, sprawdziłam brzuch – jestem zdrowa, ewidentnie wymyślam. Skoro wszyscy mi mówią, że jestem zdrowa, a ja nie czuję się zdrowa, to coś ze mną jest nie tak. Zrezygnowałam z pracy, zamknęłam się w łóżku – opisywała.
Ratunkiem okazała się przyjaciółka. Dzięki sieci znajomych trafiła wreszcie do specjalisty we Wrocławiu, który zdiagnozował endometriozę.
Podczas tej diagnozy moja mama też płakała. Ona też już mi nie wierzyła, bo to tak długo trwało. Zwątpiła w moje dolegliwości i natężenie tego bólu. Najbardziej nie mogłam zrozumieć, jak do tego doszło, że ja - osoba, która ma dostęp do lekarzy, która była u tak wielu specjalistów, wydała setki albo tysiące złotych na diagnostykę - nie mogłam dotrzeć do sedna sprawy. Co mają zrobić osoby, które nie mają takich możliwości, które nie mogą sobie pozwolić na wzięcie wolnego w pracy i życie z oszczędności?
Trudnych emocji czekało ją jednak więcej. Główne pytanie sprowadza się do kwestii: co dalej po diagnozie. Ani usunięcie części organów, ani terapia hormonalna nie są dla aktorki rozwiązaniem problemu z prozaicznego powodu – możliwy jest powrót endometriozy.
Do dzisiaj nie mamy rozwiązania, czyli skutecznego leczenia. Jestem przekonana, że gdyby to była choroba mężczyzn, nie byłoby tego problemu. Ale ponieważ dotyczy mniejszości, czyli kobiet, to cały czas nie mamy rozwiązania. Jestem tym mocno zirytowana. Myślałam, że ta sprawa dotyczy tylko Polski i że być może za granicą wiedzą, jak sobie z tym poradzić. Wizyta u specjalisty w Monachium okazała się jednak kolejnym rozczarowaniem.
Bardzo ważnym aspektem, o którym warto wspomnieć, jest zdrowie psychiczne kobiet chorujących na endometriozę. Ja w tej chwili jestem w bardzo złym stanie, bo już bardzo długo to trwa i chciałabym jakiegoś rozwiązania, jakiejś nadziei. Bardzo się cieszę, że Państwo są tutaj dzisiaj i że szukacie rozwiązania i że wspólnie walczymy o lepsze jutro dla nas, pacjentek, bo większość kobiet z endometriozą cierpi na depresję – mówiła posłom aktorka.
Reklama
Historia Patricii Kazadi to wstrząsające świadectwo słabości systemu, który przez lata nie potrafił połączyć fizycznych objawów z psychologicznym wsparciem. I wyraźny głos podkreślający, że endometrioza to nie tylko problem medyczny – to wyzwanie społeczne i edukacyjne, który wymaga systemowych rozwiązań. Takich jak program NFZ, który wystartował od 1 lipca, a dzięki któremu leczenie endometriozy znalazło się w koszyku świadczeń gwarantowanych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze