Badanie prof. Grzegorza Makowskiego ze Szkoły Głównej Handlowej wskazuje, że korupcja w polskim systemie ochrony zdrowia jest nadal obecna, choć w mniejszej skali niż 20 lat temu. Przykłady korupcji to m.in. wręczanie alkoholu lub prezentów o wartościach kilkuset złotych, które mają na celu przyspieszenie zabiegów czy wypisanie zwolnień lekarskich. Makowski podkreśla, że edukacja jest kluczowa do walki z korupcją.
Dr hab. Grzegorz Makowski ze Szkoły Głównej Handlowej, badający od wielu lat korupcję w Polsce jest ostrożnym optymistą. Niebawem światło dzienne ujrzy jego raport „Korupcja w polskim systemie ochrony zdrowia” przygotowany we współpracy z Fundacją Akademia Antykorupcyjna.
Na pytanie „Czy w ciągu ostatnich 4-5 lat zdarzyło się tak, że wręczył/a Pan/i pieniądze lub jakieś wartościowe przedmioty pracownikom ochrony zdrowia (np. lekarzowi, czy pielęgniarce) w zamian za jakieś świadczenie zdrowotne?”, twierdząco odpowiedziało 11%.
– To drażliwe pytanie, więc można założyć, że skala korupcji na linii personel ochrony zdrowia – pacjent jest dwukrotnie, a nawet trzykrotnie większa, jak wskazują niektóre eksperymenty sondażowe – mówi Grzegorz Makowski.
Ale to i tak mniej niż w pierwszym badaniu tego typu, które 20 lat temu przeprowadziła Fundacja Batorego. W tamtym sondażu pytano respondentów o to czy oni lub ktoś z ich bliskich wręczył łapówkę w kontakcie z ochroną zdrowia w okresie dekady poprzedzającej badanie – przyznało się 36% respondentów.
- Przepisy dotyczące łapownictwa stanowią o wręczaniu korzyści zarówno majątkowych jak i osobistych. Obecnie w doktrynie przyjmuje się, że nie każdy prezent dla lekarza musi być przejawem korupcji wypełniającym znamiona przestępstwa łapownictwa. Granice, w których dopuszczalne jest udzielanie i przyjmowanie przedmiotów mających być wyrazem zwyczajowej wdzięczności, nie dają się dokładnie określić - zaznacza Marek Paluch w rozmowie z politykazdrowotna.com w artykule Prezent dla lekarza. Kiedy jest postrzegany jako gest podziękowania, a kiedy staje się łapówką?
Jakkolwiek nie są to porównywalne wskaźniki, to zestawiając je można pokusić się o tezę, że tego rodzaju korupcja w ochronie zdrowia jest jednak rzadsza niż 20 lat temu. Makowski tłumaczy tę zmianę dwojako.
Widać tu oddziaływanie zachodnich korporacji, np. firm farmaceutycznych, które odrobiły lekcje z wielu afer i lepiej dziś dbają o bardziej etyczne relacje z lekarzami czy pielęgniarkami, a to przekłada się też dalej, na relacje personel ochrony zdrowia – pacjent. Z Zachodu i z USA przechodziły do nas kodeksy etyczne. Ograniczono korupcję na linii firma farmaceutyczna – lekarz. Ograniczono wystawne szkolenia, międzynarodowe wyjazdy lekarzy na koszt firm, w zamian za które ci odwdzięczali się przepisywaniem tych czy innych leków.
– W świadomość personelu medycznego jest dziś o wiele lepiej zakorzenione przekonanie, że przyjmowanie „dowodów wdzięczności” jest kontrowersyjne i lepiej tego unikać. Dziś lekarze dobrze zarabiają, i są bardziej ostrożni, żeby nie stracić reputacji przez chcącego odwdzięczyć się pacjenta – dodaje G. Makowski.
Korupcja, choć w mniejszej skali, wciąż jednak występuje w polskim systemie ochrony zdrowia. Na linii pacjent – lekarz jest to najczęściej większości dobry alkohol za kilkaset złotych. Do wręczenia prezentu o takiej wartości przyznaje się 2/3 respondentów. Niepokojące jest, że aż 16% pytanych przyznało się do wręczenia gratyfikacji o wartości od tysiąca zł do nawet kilku tysięcy złotych. Takie sytuacje związane z przyspieszeniem drogiego zabiegu lub np. wypisania trudno dostępnego leku. Ale też bywa to związane oczekiwaniem wypisania zwolnienia lekarskiego.
Chęć odwdzięczenia się lekarzowi nierzadko wynika z czynników kulturowych. – Moja rodzina, która ma doświadczenie w pracy w USA, także w publicznych szpitalach, nie przyjęłaby od pacjenta koniaku – podkreśla G. Makowski. Opisuje, że w USA biały personel jest do tego szkolony. Uczą się jak odmawiać wdzięcznemu pacjentowi. A trzeba też umieć odmówić, żeby nie obrazić kogoś, dla kogo to jest po prostu normalność - mówi ekspert SGH.
Powstaje na styku systemu prywatnego i państwowego. Jest to korupcja w pewien sposób usankcjonowana, legalna. Płacimy za wizytę prywatnie doktorowi, profesorowi, a później on nas zabiera na operację do państwowego szpitala. Tu, choć mało realny, sprawę zamknąłby zakaz wieloetatowości.
- Brak jest ustawowych zakazów, aby łączyć role lekarza w placówce finansowanej przez NFZ oraz prywatnie. Mało tego, brak jest obecnie jakichkolwiek twardych lub miękkich przepisów lub rekomendacji, aby tych ról nie łączyć w stosunku do tego samego pacjenta (być może byłoby to wskazane, dla zapewnienia transparentności relacji lekarz-pacjent oraz bezpieczeństwa prawnego lekarzy) - mówił w rozmowie z politykazdrowotna.com Oskar Luty w artykule Prawnik: łapówkę w świecie medycznym trudno udowodnić. Przepisy są nieprecyzyjne.
Ograniczono to w dużym stopniu na uczelniach. Kiedyś pracowaliśmy na kilku uczelniach, żeby się utrzymać. Weszły przepisy mocno ograniczające możliwość pracy na kilku uczelniach. Wzrosły nieco wynagrodzenia, choć trudno mówić, że są komfortowe. Generalnie jednak sytuacja stała się bardziej fair i przejrzysta – mówi G. Makowski. W polskiej ochronie zdrowia jednak podobne rozwiązania mogłyby się nie sprawdzić z z prostego powodu – mamy koszmarny deficyt personelu medycznego. W tym kontekście lepsza jest już wieloetatowość, nawet przy większym ryzyku nadużyć.
Korupcja dotyczy też systemu zamówień publicznych. Głównie jest to problem personelu administracyjnego i nieumiejętności organizacji zamówień. Ale bywa, że nawet lekarze wskazują specyfikację wyrobu medycznego, czy sprzętu konkretnego producenta i pod to robi się przetarg. G. Makowski dodaje, że wciąż nie jest przejrzysta procedura tworzenia listy leków refundowanych, na co idą przecież ogromne pieniądze podatników.
Swego rodzaju szarą strefą, ale nie do końca z winy lekarzy, jest funkcjonowanie fundacji przyszpitalnych. Ostatnio problem ten przebił się do debaty publicznej za sprawą szczecińskiej prokuratury, starającej się rozpracować tego rodzaju fundację, działającą przy jednym z tamtejszych szpitali. Współpracował z nią prof. Tomasz Grodzki, Marszałek Senatu, przez co cała sprawa zyskała dodatkowo silny aspekt polityczny. W badaniu prof. Makowskiego rozmówcy, zarówno lekarze, jak i przedstawiciele organizacji pacjenckich, wskazywali, że nie jest to wyjątkowa sytuacja i opisywali praktykę wpłacania darowizn na różne przyszpitalne fundacje (działającą czasem nawet przy konkretnym oddziale), po to żeby uzyskać szybszy dostęp do zabiegu, czy innego świadczenia. Uczestnicy badania wskazywali też, że istnienie tych fundacji, wynika stąd, że szpitale w ten sposób próbują poprawić swoją sytuację finansową. Makowski podkreśla jednak, że jest to jeszcze jedna szara strefa, w której pacjenci uzyskują uprzywilejowany dostęp do świadczeń w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia, który powinien kierować się zasadą równości. A z drugiej strony lekarze posługują się takimi fundacjami chcąc poprawić sytuację szpitala, czy konkretnego oddziału, ale też na końcu poprawić swoją pozycję, pokazać, że są dobrymi managerami, licząc na dodatkowe przychody i prestiż.
Jakie panaceum na raka drążącego polską ochronę zdrowia? – Trzeba mówić, że każda forma korupcji jest zła. Mówić studentom medycyny, mówić lekarzom, mówić pacjentom. Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja – podkreśla G. Makowski.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze