Reklama

Serce w smartfonie: WUM wykonał pierwszą w Polsce implantację super rejestratora

Polityka Zdrowotna
09/03/2018 15:48

W I Katedrze i Klinice Kardiologii WUM w Szpitalu Klinicznym kierowanej przez prof. Grzegorza Opolskiego, 30-letniej pacjentce wykonano zabieg implantacji pod skórę rejestratora arytmii, który zapisuje rytm serca przez kilka lat i potrafi udokumentować przyczyny objawów u pacjenta z utratami przytomności. O tym zabiegu mówi Polityce Zdrowotnej dr hab. Marcin Grabowski. 

Polityka Zdrowotna: Jaka jest rola urządzenia, które zostało dziś wszczepione pacjentce, czemu ma służyć i czy mogłoby być stosowane na szerszą skalę?

Dr hab. Marcin Grabowski: Zabieg, który był wykonany, to jest wszczepienie pętlowego rejestratora arytmii, który rejestruje rytm serca przez kilka lat, jest wszczepione pod skórę i potrafi udokumentować przyczyny objawów u pacjenta w postaci utrat przytomności. Przyczyną utraty przytomności jest zaburzenie rytmu serca. W sumie jest to urządzenie diagnostyczne, nie terapeutyczne. Jest przeznaczona dla pacjentów, którzy rzadko, ale w sposób bardzo dotkliwy dla nich mają pełne objawy w postaci utraty przytomności i jednocześnie prawidłowe badania i nikt nie potrafi im pomóc. Takie urządzenia były dostępne do tej pory, ale nie były masowo wszczepiane, bo odrębnym problemem jest brak refundacji dla tej procedury. 

Reklama

Warto powiedzieć, dlaczego to urządzenie jest innowacyjne i potrzebne. Nawet trudno to nazwać zabiegiem. Jest to swego rodzaju wstrzyknięcie pod skórę nadajnika, który jest cieniutki - ma długość 3 cm, szerokości ma pół centymetra, jest płaski. Zrobiliśmy to w znieczuleniu ogólnym, na naszej sali zabiegowej, ale niektórzy operatorzy mówią, że można ten zabieg wykonać nawet w warunkach gabinetowych. Dla pacjenta to praktycznie żaden zabieg. Dodatkowo to urządzenie ma nową funkcjonalność polegającą na tym, że pacjent idzie do domu z wszczepionym urządzeniem i to urządzenie się komunikuje prywatnym, własnym telefonem komórkowym pacjenta, przy użyciu wgranej aplikacji. Ta aplikacja codziennie sprawdza funkcjonalność tego urządzenia i w sytuacji kiedy wystąpi niepokojący objaw albo pacjent sam się wypowie, że źle się czuje, to wtedy telefon komunikuje się z tym urządzeniem, nagrywa to i wysyła do systemu globalnego systemu kontroli, gdzie są przechowywane dane, do którego my możemy mieć wgląd. Dodatkowo lekarz zajmujący się pacjentem dostaje sms-em informację, że wpłynęła transmisja. Wtedy można zinterpretować te dane, można sprawdzić, czy ten zapis był prawidłowy, a jeśli tak, można uspokoić pacjenta. 

Jeśli zapis był nieprawidłowy, można natychmiast postawić diagnozę. To urządzenie pacjent powinien mieć w sobie aż do momentu potwierdzenia czy jest problem, czy nie. Pierwsze urządzenie, które wszczepiłem trzy lata temu dało odpowiedź po trzech miesiącach. Przyjechał do nas prosto na wszczepienie stymulatora, a wcześniej przez całe lata borykał się z brakiem rozpoznania. Urządzenie w zależności od producenta i technologii to jest koszt od 7 do 14 tys., nie licząc kosztów zabiegu, opieki i transmisji.

Reklama

Jakbyśmy spojrzeli po krajach sąsiadujących, europejskich, do których się porównujemy - bogatszych, to  w większości jest to wycenione przez płatnika i opłacane w ramach procedury refundowanej. W Polsce brakuje nam tego, żeby mieć w koszyku świadczeń gwarantowanych taką procedurę. Oczywiście wszystko wymaga oceny problemu i szacowania czy nas na to stać, czy nie. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości