Reklama

Jak opanować strach pacjentów przed znieczuleniem ogólnym?

Doktor Krzysztof Wernicki jest anestezjologiem, a swoją wiedzą dzieli się zarówno z przyszłymi ratownikami medycznymi w koszalińskiej Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej jak i z internautami za pomocą mediów społecznościowych. Moją pasją jest edukacja medyczna - deklaruje specjalista. W politykazdrowotna.com pytamy zatem o strach pacjentów przed znieczuleniem do operacji, a także o to, dlaczego kromka chleba z masłem może mieć wpływ na codzienną pracę anestezjologa.

Jak stara się pan opanować strach pacjentów przed znieczuleniem ogólnym? Czy zdarzyły się sytuacje, w których pacjent rezygnował z operacji właśnie z takiego powodu?

Przede wszystkim staram się tych uczuć nie negować. Nie mówię "nie ma się czego bać" albo "bez przesady". Staram się też odpowiedzieć na wszystkie pytania i wątpliwości. Nie czuję, że moją rolą jest opanowanie strachu mojego pacjenta, nie jestem odpowiedzialny za jego emocje. Staram się raczej być mu towarzyszem i przewodnikiem, który pomoże mu przejść przez ten trudny moment. Jeśli chodzi o drugą część pytania to są pacjenci, którzy z założenia nie będą chcieli poddać się zabiegowi i znieczuleniu: na przykład dzieci, osoby z zaawansowaną demencją czy z poważnym urazem głowy. Szczególnym wyzwaniem jest wtedy niepodeptanie ich godności osobistej w myśl "wyższego dobra". Na pewno są pacjenci, którzy nie tylko boją się zabiegu, ale nawet samej diagnozy choćby w przypadku niepokojących objawów. Ale takie osoby widuję na sali operacyjnej bardzo późno, zwykle z powodu leczenia powikłań.

Boimy się utraty kontroli nad swoim ciałem, ale też... kompromitacji. Pamiętam opowieść koleżanki, która nie radziła sobie z sytuacją, że na sali pooperacyjnej zaczęła mówić dość dziwne rzeczy będąc jeszcze pod wpływem silnych leków. Personel po prostu z niej żartował. Czuła się tym bardzo zawstydzona, kiedy już doszła do siebie.

Reklama

Myślę, że ten problem ma dwa aspekty. Pierwszy to brak refleksji i empatii. Półnagi człowiek przed nieznaną i potencjalnie groźną procedurą medyczną w obcym środowisku wśród obcych ludzi jest szczególnie wrażliwy. Wystarczy parę sekund zastanowienia, żeby na to wpaść. Niestety, często brakuje nam takiego postawienia się w czyjejś sytuacji. Dodatkowo jesteśmy różni, różne rzeczy nas śmieszą, a żarty to zawsze ryzyko, że komuś będzie przykro. To nie jest występ komika, który ma zabawić 99% widowni, a jak się ten 1% obrazi to trudno. To jest kontakt z jednym konkretnym człowiekiem w trudnej dla niego sytuacji i żartować można, ale ostrożnie. Drugi aspekt jest jeszcze trudniejszy do rozwiązania. Empatia i refleksja wymaga przede wszystkim własnego dobrostanu. Kiedy komuś się rozpada małżeństwo i ciągnie drugi dyżur z rzędu to ta chwila pożartowania z kolegami z pracy może być jedynym miłym momentem w ciągu dnia. Pacjent wtedy często zostaje gdzieś z boku, albo gorzej, jest tych żartów ofiarą. Takie wytłumaczenie wielu bulwersuje, oczekują profesjonalizmu i nieprzelewania na pacjentów własnych problemów. Ale medycy są tylko ludźmi. Znam wiele historii o genialnych, empatycznych lekarzach, którzy byli jednocześnie uzależnieni od alkoholu czy narkotyków. Na szczęście wydaje mi się, że w opiece zdrowotnej jest coraz więcej rozsądku, balansu i dbania zarówno o siebie jak i o pacjenta.

Na czym obecnie polega nowoczesne znieczulanie do zabiegów operacyjnych?

Zmiany następują powoli, ale zdecydowanie idziemy w dobrym kierunku. Jesteśmy coraz lepsi zarówno w unikaniu zagrożeń jak i w dbaniu o komfort fizyczny i psychiczny pacjenta. Z uwagi na bezpieczniejsze leki i dokładniejsze monitorowanie funkcji życiowych, coraz rzadziej zdarzają poważne powikłania, w szczególności nieobudzenie się po zabiegu, którego tak bardzo boją się pacjenci. Dbamy też lepiej o mniej groźne, ale bardziej powszechne problemy jak ból pooperacyjny czy… zmarznięcie, które często przydarza się na zimnych salach operacyjnych.

Reklama

Jeśli czeka nas zabieg i mamy perspektywę rozmowy z anestezjologiem to o czym warto pamiętać?

Są trzy groźne błędy, które może popełnić pacjent podczas przygotowania do znieczulenia. Pierwszy to nieprzekazanie całej informacji o stanie zdrowia. Pacjent np. nie wie, jakie leki przyjmuje na stałe, czy cierpi na poważne choroby albo czy i na co jest uczulony. Warto mieć ze sobą całą dotychczasową dokumentację medyczną i aktualną listę leków, żeby nic istotnego nie przeoczyć. Drugi to bagatelizowanie trwającego albo niedawno przebytego zakażenia dróg oddechowych. To częste u rodziców dzieci, którzy podejmują niemały wysiłek organizacyjny, żeby zabieg się odbył, nie chcą, żeby był odwołany. Niestety, nawet niewielki katarek czy kaszelek zwiększa ryzyko znieczulenia. Należy poinformować anestezjologa o każdej infekcji dróg oddechowych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Trzeci błąd związany jest z jedzeniem i piciem. I tutaj problem jest złożony. Z jednej strony w szpitalach panują staroświeckie zasady "bez jedzenia i picia od poprzedniego dnia", podczas gdy sześć godzin od ostatniego posiłku i dwie godziny od ostatniego klarownego napoju (woda, herbata) w zupełności wystarczy. Z drugiej strony często zdarza się naciąganie tych sześciu godzin i na sali operacyjnej okazuje się, że pacjent niedawno zjadł kromkę chleba, "ale taką małą i z samym masłem". No i problem gotowy.

Dziękuję za rozmowę.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości