Reklama

Centralizacja szpitali wykluczy pacjentów z małych miejscowości?

Polityka Zdrowotna
17/02/2021 15:54

Przedstawiciele samorządów i szpitali powiatowych przekonują, że planowana przez resort zdrowia centralizacja szpitali wpłynie na likwidację części placówek lub oddziałów, a tym samy ograniczy dostęp do leczenia zwłaszcza dla pacjentów z mniejszych miejscowości. Jak to się ma do zapowiedzi resortu o spłacaniu długu zdrowotnego z pandemii?

- Centralizacja szpitali, odebranie ich powiatom pogorszy dostępność do świadczeń dla pacjentów i nie rozwiąże żadnego z problemów systemu – przekonują wspólnie samorządowcy i dyrektorzy szpitali powiatowych. Według nich, rząd proponuje Polakom powrót do systemu, który się nie sprawdził.

Ponadto, jak zwracają uwagę, prace nad zmianą struktury właścicielskiej szpitali rozpoczęto w czasie epidemii. Do końca lutego powołany w MZ specjalny zespół ma przygotować założenia dot. restrukturyzacji szpitali.

Reklama

Przedstawicieli samorządów i szpitali powiatowych dziwi też czas, gdy resort wziął się za takie zmiany, czyli czas pandemii. Jak podkreślają, to czas, gdy trzeba skupić się na walce z pandemią i jej skutkami, a zmiany dot. struktury właścicielskiej szpitali mogą zaczekać. Tym bardziej, że restrukturyzacja szpitali będzie wiązała się z pewnym chaosem, co może wpłynąć też na ograniczenie dostępności pacjentów do leczenia. W efekcie restrukturyzacji nieunikniona będzie też konsolidacja lub likwidacja niektórych szpitali powiatowych lub oddziałów. Może to niestety oznaczać ograniczenie dostępu do leczenia zwłaszcza dla pacjentów z mniejszych miejscowości. Byłoby to sprzeczne z zapowiedziami resortu o konieczności nadrobienia długu zdrowotnego po pandemii.

Według  Andrzeja Płonki, Prezesa Związku Powiatów Polskich, system ochrony zdrowia, którego jednym z filarów są szpitale powiatowe, działa nie tyle dzięki, co mimo tego, co robią minister zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia.

Reklama

- Sama idea odebrania powiatom szpitali, to w naszej ocenie propozycja diaboliczna, która prowadzi do tego, że mieszkańcy lokalnych wspólnot samorządowych nie będą mieli już żadnego wpływu na dostępność publicznych świadczeń zdrowotnych. Z kolei powiaty stracą tak naprawdę jedyny  prawdziwy instrument, dzięki któremu mogą realizować zadania z zakresu ochrony zdrowia – uważa A. Płonka.

Jak powiedział Polityce Zdrowotnej, jeżeli mówimy o deficycie już dziś mówi się np. o potrzebach usług psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży, również dla dorosłych, gdy zaczniemy się "odmrażać". Eksperci wskazują też, że efektem ograniczenia wizyt pacjentów u lekarzy w czasie pandemii, będzie większa liczba pacjentów zgłaszających się w bardziej zaawansowanych stanach chorobowych. Prognozuje się też większą skalę zachorowań na choroby cywilizacyjne, jak np. nadciśnienie wskutek braku ruchu i wzrost masy ciała z powodu lockdownu. Niepokojące są też prognozy o wzroście późno rozpoznanych nowotworów.

Reklama

- Tym bardziej więc, gdy nie mamy pewności, jak to może funkcjonować, wstrzymajmy się z restrukturyzacją. Nie róbmy tego w trakcie pandemii, poczekajmy - przekonuje A. Płonka. Według niego, to nie czas na to, aby tłumaczyć pacjentom wdrażane zmiany w systemie szpitalnictwa, ale czas na to, aby mieszkańcy zwłaszcza z mniejszych miejscowości, którzy będą chorować, mieli zapewniony dostęp do placówek w swoich powiatach, które znają. 

- Po co w sposób chaotyczny burzymy dzisiaj całą Polskę, jak nie musimy tego robić. Poczekajmy na to, jak będzie wyglądał ten rok, a według zapowiedzi ekspertów, również będzie cały pandemiczny - wskazuje A. Płonka. Jak mówi, nie chodzi o uciekanie od trudnych rozmów, bo te mogą się toczyć, jednak skupić na razie należy się na zwiększeniu dostępu do leczenia i nadrabianiu długu zdrowotnego.

Reklama

Jak podkreśla, argumenty MZ np. o tym, że często niepotrzebnie funkcjonują obok siebie dwie placówki lub oddziały o tym samym profilu są chybione, ponieważ taka sytuacja powstała poprzez prowadzoną przez NFZ politykę zdrowotną i organizowane konkursy oraz podpisane umowy z tymi placówkami.

 

Plan odbudowy zdrowia

Jeżeli chodzi o dług zdrowotny, to ostatni raport NIZP-PZH o stanie zdrowia Polaków w 2020 r. nie pozostawia tu złudzeń i wskazuje na potrzebę opracowania i wdrożenia Planu Odbudowy Zdrowotnej. Analiza danych o długości życia i umieralności mieszkańców Polski wskazuje, że w ostatnim czasie poprawa stanu zdrowia ludności uległa zahamowaniu. W okresie pandemii od wiosny do jesieni 2020 roku 28 proc. Polaków w wieku 20 lat lub więcej (28 proc. mężczyzn i 29 proc. kobiet) stwierdziło, że zwiększyło masę ciała, a jednocześnie w okresie pandemii 34 proc. mieszkańców naszego kraju zmniejszyło swoją aktywność fizyczną – mężczyźni częściej niż kobiety (39 proc. vs 30 proc.). 

Reklama

Jak wskazują eksperci NIZP-PZH "najsilniejszym imperatywem powinny być zdecydowane, dobrze przygotowane i długoterminowe, adekwatnie finansowane działania w sferze zdrowia publicznego. Ich celem powinno być zmniejszenie chorobowości w zakresie chorób cywilizacyjnych i zakaźnych oraz poprawa efektywności prewencji pierwotnej i wtórnej. Według nich, takie działania najbardziej skutecznie zmniejszą odsetek zgonów możliwych do uniknięcia.

"Bezdyskusyjna jest potrzeba stałego, corocznego wzrostu finansowania systemu ochrony zdrowia, tak zaplanowanego, aby podnosić efektywność zdrowotną jego działania" - czytamy w raporcie NIZP-PZH. Według analityków, zapisy tzw. „ustawy 6.0” już nie gwarantują wystarczających środków, więc należy rozważyć podniesienie składki zdrowotnej.

Reklama

 

Ponadmiarowe zgony

Warto mieć też na uwadze skalę ponadmiarowych zgonów podczas pandemii. W ubiegłym roku zmarło o ok. 83 tys. więcej osób niż w poprzednich latach, czyli ponad 20 proc. więcej. Tylko część tych zgonów to bezpośredni efekt epidemii koronawirusa. Wiele zgonów nadmiarowych to natomiast skutek pośredni epidemii, czyli zgony spowodowane zwlekaniem pacjentów z wizytą u lekarza w obawie przed zakażeniem, ale także ograniczonym dostępem do opieki zdrowotnej czy opóźnieniami w diagnostyce. 

Reklama

Niestety dane z początku tego roku również nie napawają optymizmem i wskazują na wzrost śmiertelności. W ciągu dwóch pierwszych tygodni roku zarejestrowano w Polsce 22 297 zgonów, podczas gdy w poprzednich latach liczba ta wynosiła ok. 16 tys. Oznacza to wzrost liczby zgonów rok do roku o ok. 30 proc. 

Polecamy także: 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości